14 wrzesień 2010
Na sierpniowe posiedzenie Rady Polskiej Organizacji Turystycznej przybyła deputacja przedsiębiorców turystycznych. Kilkoro reprezentantów biznesu turystycznego poskarżyło się że nie znajdują dość wsparcia ze strony świata urzędniczego, że przepisy są nieżyciowe, źle napisane a może nawet wrogie wobec przedsiębiorcy. Wysoka Rada w poczuciu głębokiego zatroskania powołała Komisję, której poruczono zebranie konkretnych informacji o przykładach takich przepisów lub innych regulacji lub działań źle służących rozwijaniu przedsiębiorczości w turystyce. Słowem: powtórka z Palikota. Państwo polskie ma być bowiem przyjazne, także w naszej turystyce. Tak się złożyło, że uczyniono niżej podpisanego przewodniczącym Komisji. A jak mnie znacie, machnąłem szybko tekst komunikatu, że złe przepisy pilnie poszukiwane. Podano do kogo składać i po co. Komunikat rozesłano w naród jak list gończy. Cel jest jasny i kierunek słuszny „Walczmy z anty-biznesowymi przepisami!”. Zaprzyjaźniona telewizja biznesowa wyemitowała w tej sprawie audycję.
I wiecie co się stało? Mija kolejny tydzień poszukiwań nagannych przepisów i złych urzędniczych praktyk a skargi nie wpływają! Czy nie ma wśród nas choć kilku wściekłych lub chociaż niezadowolonych? A może jest tak dobrze, że nie ma co zgłosić? Raczej niemożliwe. W bliższych rozmowach okazuje się, że jest jeszcze gorzej. Przedsiębiorcy wyjaśniają: już nam się „nie chce chcieć”, nie wierzymy w sens pisania postulatów, przedkładania skarg i wskazywania nonsensów. Ale to przecież droga donikąd! Wiec apeluje z tej oto rubryki felietonisty: nadsyłajcie sygnały o konkretnych przykładach zapisów w przepisach czy regulaminach, które blokują lub hamują aktywność przedsiębiorców turystycznych, także w najbliższych nam obszarach konferencyjno-kongresowych. Gwarantuję, że sprawy te będą przedstawione podczas otwartego spotkania z Ministrem Sportu i Turystyki, jakie odbyć się ma październiku w Poznaniu.
Umieszczono w kategorii Bez kategorii | Brak komentarzy »
10 sierpień 2010
W pewnym urzędowym punkcie promocji zgłosiłem propozycję dostarczania informacji o turystyce biznesowej. Bezpłatnie i pro publico bono. Kierowniczka punktu odmówiła współpracy „bo jest pan prywatną firmą”. Zdębiałem. Przecież to klasyczny przypadek Homo Sovieticus - blokady w umyśle urzędnika objawiającej się niechęcią albo i strachem przed współpracą z wolnym rynkiem. „Proszę Pani – zaprotestowałem - socjalizm się skończył 22 lata temu!”. Poskutkowało i dziś współpraca nasza całkiem dobrze się rozwija. Tu było optymistyczne zakończenie ale czy zawsze mamy dość sił, by protestować wobec podobnych blokad. Szczególnie trudnych do zmiany czy usunięcia, bo głęboko tkwiących w umysłach.
Na obchody 600-lecia Bitwy pod Grunwaldem przyjechało 120 tys. ludzi, powstały gigantyczne korki, nie radzono sobie z łącznością i bezpieczeństwem. Ktoś zaplanował tylko 1,5 litra wody na każdego występującego w upale rycerza. Organizacyjna klapa choć na imprezę wyłożono 30 mln złotych. A co by było, gdyby podczas inscenizacji rozpętała się burza z piorunami i wybuchła panika na widowni? Drogi dojazdowe zablokowane, żadnych pasów awaryjnych dla karetek, brak lądowiska dla śmigłowca. Imprezę organizował tamtejszy Urząd Gminy. Czy jakiejkolwiek firmie pozwolono by na taka organizację?
Właśnie ogłoszono, że Stadionem Narodowym zarządzać będzie spółka Narodowe Centrum Sportu, która dziś nadzoruje budowę areny. Obecnie NCS zatrudnia inżynierów i ekspertów od organizacji pracy a tu potrzebni będą fachowcy od marketingu, sprzedaży i organizacji imprez. Ministerstwo Sportu nie zdecydowało się na ogłoszenie konkursu lub przetargu na zarządzanie. Rodzi się pytanie: czy spółka należąca do państwa zapewni najbardziej efektywne zarządzanie? Wyzwanie spore, bo na samo utrzymanie Stadionu Narodowego trzeba będzie co roku zapewnić minimum 10 mln złotych. Ale może w konkursie udałoby się pozyskać firmę, która zapewniłaby wyższe przychody? Prasa wspomina o dwóch ofertach zagranicznych. A czemu nie dać szansy firmom z Polski? Chyba Homo Sovieticus dał tu znać o sobie.
Umieszczono w kategorii Bez kategorii | Brak komentarzy »
9 lipiec 2010
Na zakończenie wyborów prezydenckich pan sędzia Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej odczytując komunikat o wynikach dwukrotnie wyraził się „siedem miliony” „osiem miliony” zamiast „milionów”. Cóż, można wytłumaczyć to nerwami przy wystąpieniu przed kamerą. Ale właśnie dzięki telewizji cały naród usłyszał po parę razy tę formę i jestem przekonany, że wkrótce zostanie przez większość uznana za normę, „bo w telewizorze tak mówio”. O, właśnie, właśnie! „Mówio” i „robio”. Na szczęście duża część niewinnych dziatek już przebywała na wakacjach. A z ust samego głównego kandydata wyborów prezydenckich wielokrotnie słyszeliśmy: „dziesiej” to, „dzisiej” tamto. Po pewnym czasie już nie wiadomo, która forma jest prawidłowa. Generalnie wystąpienie publiczne jest tym samym, co normalna rozmowa, a różni się tym, że mówimy do większej grupy ludzi. Tymczasem powszechna jest maniera przemawiania, co gorsza patetycznego. A patos to największa pułapka, bo zachęca do podszczypywania w nadęty balon. W ostatnich tygodniach media prześcigały się w wyłapywaniu potknięć i wpadek prezydenckich kandydatów. Tymczasem to kapitalna szansa dla zdobycia sympatii. Mylić się jest rzeczą ludzką, warto przyznać się błędu, nic tak nie dodaje uroku jak anegdota na swój temat. Podczas zebrania wyborczego w mojej regionalnej organizacji turystycznej jeden z uczestników zwrócił sensownie uwagę na potrzebę korekty w regulaminie, aby zastąpić wyrażenie „ilości głosów” na „liczbę głosów”. Ja byłem gotów się zgodzić ale większość twierdziła, że obie formy są poprawne a niektórzy chcieli nawet linczować nas językowych nadgorliwców. Sprawdziłem w słownikach i internecie: słowa „liczba” i „ilość” nie powinny być używane zamiennie, liczba bowiem dotyczy czegoś, co można policzyć, a ilość - czegoś, czego się policzyć nie da. Mamy więc konkretny wniosek z zakresu polszczyzny wyborczej: możemy mówić „ilość głosów” ale tylko wówczas, gdy głosów nie zamierzymy zliczyć prawidłowo.
Umieszczono w kategorii Bez kategorii | Brak komentarzy »